Blog Koksztys

13 marca 2014 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie Małgorzaty Nierodzik przeciwko Samodzielnemu Publicznemu Psychiatrycznemu Zakładowi Opieki Zdrowotnej im. dr. Stanisława Deresza w Choroszczy (sygnatura sprawy C-38/13) orzekł, że przepis polskiego Kodeksu Pracy wprowadzający możliwość wypowiedzenia z zachowaniem dwutygodniowego okresu wypowiedzenia umowy pracownikowi zatrudnionemu na umowę o pracę zawartą na czas określony przekraczający 6 miesięcy jest – w pewnym zakresie – niezgodny z prawem Unii Europejskiej.

Powyższy wyrok został wydany na kanwie Porozumienia ramowego w sprawie pracy na czas określony, zawartego dnia 18 marca 1999 r., stanowiącego załącznik do dyrektywy Rady 99/70/WE z dnia 28 czerwca 1999 r. Klauzula 4.1 tego porozumienia stanowi, że: „Jeżeli chodzi o warunki pracy, pracownicy zatrudnieni na czas określony nie będą traktowani w sposób mniej korzystny niż porównywalni pracownicy zatrudnieni na czas nieokreślony, jedynie z tego powodu, że pracują na czas określony, chyba, że zróżnicowane traktowanie uzasadnione jest powodami o charakterze obiektywnym.”

Zdaniem Trybunału polskie prawo (tzn. art. 33 KP) dyskryminuje pracowników terminowych, ze względu na fakt, że nie uzależnia okresu wypowiedzenia umów na czas określony od zakładowego stażu pracy jak to jest w przypadku umów zawartych na czas nieokreślony. Wg TSUE przedmiotowe zróżnicowanie nie ma charakteru obiektywnego i jego ustanowienia nie może uzasadniać sam tylko terminowy charakter umów zawartych na czas określony. Byłoby to bowiem sprzeczne z samym celem dyrektywy, którym jest poprawa jakości pracy w przypadku tego typu umów (motyw 14 dyrektywy) i przeciwdziałanie omijaniu przepisów dot. umów zawieranych na czas nieokreślony (przez wielokrotne zawieranie tych pierwszych, jak również zawieranie umów na długi – czasem nawet kilkuletni okres czasu).

Należy jednak podkreślić, że stanowisko wyrażone przez TSUE odnosi się wyłącznie do pracowników porównywalnych, tj. wykonujących podobne obowiązki, co pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę zawartą na czas nieokreślony. „Aby ocenić, czy zainteresowane osoby wykonują pracę identyczną lub podobną w rozumieniu porozumienia ramowego, należy (…) zbadać, czy zważywszy na określony zbiór czynników, takich jak charakter pracy, warunki kształcenia i warunki pracy, można uznać, że znajdują się one w porównywalnej sytuacji”. Zdaniem Trybunału, w niniejszej sprawie jedynym elementem odróżniającym warunki zatrudnienia był właśnie tymczasowy charakter stosunku pracy.

Co wyrok oznacza w praktyce? 

W związku z tym, że 1) prawo UE ma pierwszeństwo stosowania przez prawem polskim, 2) TSUE jest organem wyłącznie właściwym do wykładni przepisów prawa UE oraz, że 3) polskie sądy są zobowiązane do dokonywania wykładni przepisów prawa polskiego w zgodzie z prawem unijnym należy stwierdzić, że wyżej opisane orzeczenie skutkuje koniecznością dokonania zmian w Kodeksie Pracy. Warto jednak podkreślić, że już w tej chwili, nawet wobec braku odpowiedniej nowelizacji, polscy pracownicy mogą się bezpośrednio powoływać przez sądami polskimi na treść (a w konsekwencji również na interpretację przedstawioną przez Trybunał) ww. załącznika do dyrektywy. Wyrok ma istotne znaczenie, ponieważ sprawa może potencjalnie dotyczyć ok. 3 milionów Polaków zatrudnionych na umowach terminowych. 

Jeśli mają Państwo wątpliwości co do tego, czy ww. wyrok może mieć zastosowanie w Państwa sprawie, zachęcam do kontaktu ze mną za pośrednictwem Koksztys S. A. 

Dariusz Barwaśny

Więcej

Wspólnik spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, poza obowiązkami wskazanymi w Kodeksie spółek handlowych, nie jest zobowiązany do prowadzenia spraw spółki i dbania o jej interesy. Obowiązek ten spoczywa na członkach zarządu spółki. Często zdarza się, że wspólnicy, prowadząc swoje firmy nie mają czasu na „sprawy spółki”, takiej jak, wymagane przepisami Kodeksu, uczestnictwo w zgromadzeniu wspólników. Również członkowie zarządu – zobowiązani przepisami Kodeksu do prowadzenia spraw spółki, w związku z wykonywaniem tych czasami nie są w stanie uczestniczyć w posiedzeniach zarządu spółki. Przepisy prawa przewidują możliwość ustanowienia pełnomocników przez wspólników spółki z o.o., jak i członków zarządu spółki, do reprezentowania ich na zgromadzeniu wspólników lub posiedzeniu członków zarządu. Jednak, tak jak Kodeks spółek handlowych rozróżnia funkcję wspólnika od członka zarządu spółki z o.o., tak i możliwość udzielenia przez te osoby pełnomocnictwa mają swoje oparcie w odrębnych przepisach prawnych. Ma to istotne znaczenie przede wszystkim dla wspólników spółki z o.o., który, co się często zdarza, pełnią funkcję członków zarządu spółki.

W pierwszej kolejności chciałbym poruszyć kwestię pełnomocnictwa udzielonego przez wspólnika spółki z o.o. do reprezentowania go na zgromadzeniu wspólników. Możliwości udzielenia takiego pełnomocnictwa została uregulowana w art. 243 ustawy z dnia 15.09.2000 r. – Kodeks spółek handlowych (tj. Dz.U. z 2013 r. poz. 1030, dalej KSH). Jeżeli przepisy szczególne lub sama umowa spółki nie zawierają w tej kwestii ograniczeń lub w nie wyłączają zupełnie takiej możliwości, wspólnicy spółki mogą uczestniczyć w zgromadzeniu wspólników oraz wykonywać swoje prawo głosu przez pełnomocników. Takie pełnomocnictwo powinno być udzielone, pod rygorem nieważności na piśmie i dołączone do księgi protokołów zgromadzenia wspólników spółki z o.o.Istnieje także możliwość umocowania jednej osoby przez kilku wspólników do udziału w tym samym zgromadzeniu wspólników i ich imieniu.

Ograniczenia, o których mowa w art. 243 mogą polegać m.in. na ustanowieniu większych wymogów formalnych, niż te o których mowa w KSH lub na wyłączeniu niektórych osób lub grup osób z grona potencjalnych pełnomocników lub na zupełnym wyłączeniu możliwości udzielenia pełnomocnictwa przez np. stosowne postanowienia samej umowy spółki.

Nie wszystkie osoby mogą być pełnomocnikami wspólników spółki z o.o. Oprócz ograniczeń podmiotowych wskazanych w samej umowie spółki, ograniczenia to wskazane zostały w stosownych przepisach prawa. Pełnomocnikiem wspólnika spółki z o.o. reprezentującym go na zgromadzeniu wspólników nie mogą być:

  • członkowie zarządu i pracownicy spółki (art. 243 § 3 KSH), co uzasadnia możliwość wystąpienia konfliktu interesów pomiędzy wspólnikiem oceniającym pracę członków zarządu, a ocenianymi członkami zarządu. Podobne przesłanki uzasadniają zakaz udzielania pełnomocnictwa pracownikowi spółki, jako osoby zależnej od członków zarządu spółki.
  • inny wspólnik, w sytuacji, o której mowa w art. 243 § 3 oraz w art. 244 KSH. Zgodnie z przepisem art. 244 KSH, wspólnik nie może ani osobiście, ani przez pełnomocnika, ani jako pełnomocnik innej osoby głosować przy powzięciu uchwał dotyczących jego odpowiedzialności wobec spółki z jakiegokolwiek tytułu, w tym udzielenia absolutorium, zwolnienia z zobowiązania wobec spółki oraz sporu między nim a spółką. Zakaz reprezentacji w przypadku wskazanym w przepisie art. 244 uzasadnia zasada, zgodnie z którą niemożliwe jest umocowanie kogoś do czynności, której nie mógłby dokonać sam mocodawca.
  • zastawnik, użytkownik, dzierżawca praw na udziale w spółce nie mogą być pełnomocnikami wspólnika, w sytuacji, o której mowa w art. 187 § 2 KSH, tj. kiedy umowa spółki pozbawia te osoby możliwości wykonywania prawa głosu z zajętych udziałów, oraz oczywiście gdy są członkami zarządu lub pracownikami spółki (art. 243 § 3 KSH).
  • inna osoba (osoba trzecia), która, z mocy przepisów art. 243 § 3 lub art. 187 § 2 KSH, nie może być pełnomocnikiem wspólnika.

Przepis art. 243 § 4 KSH przewiduje stosowanie przepisów o wykonywaniu prawa głosu przez pełnomocnika do wykonywania prawa głosu również przez innego przedstawiciela. „Innymi przedstawicielami”, w rozumieniu tego przepisu są m.in.: syndyk masy upadłości, wykonawca testamentu, kurator nieobjętego spadku, rodzice, opiekunowie kuratorzy – jako przedstawiciele ustawowi małoletnich lub ubezwłasnowolnionych wspólników.

Michał Łazowski

Więcej

Już niedługo rozpocznie się czas wakacyjnych podróży, warto zatem zwrócić uwagę, że jesienią zeszłego roku zmieniło się kilka ważnych przepisów dotyczących ścigania za wykroczenia drogowe popełnione za granicą. Wielu Polaków ruszy na zagraniczne trasy własnym samochodem i niejednokrotnie napotka „wrogie” fotoradary. Czy należy się tym przejmować?

Do listopada 2013r. właściwie nie funkcjonował żaden uniwersalny system, który pozwoliłby na egzekwowanie mandatów za wykroczenia popełnione przez zagranicznych kierowców na terenie Unii Europejskiej. Jeżeli obywatel Unii natknął się na fotoradar poza granicami swojego kraju, to w przeważającej liczbie przypadków nie otrzymywał żadnej korespondencji od miejscowych organów egzekwujących mandaty. Do tej pory wyglądało to tak, że np. policja niemiecka występowała do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców z prośbą o udostępnienie danych właściciela pojazdu. Droga do egzekucji takiego mandatu była długa. Policja niemiecka po uzyskaniu tych danych występowała z pismem do właściciela pojazdu, by zapłacił mandat lub wskazał osobę kierującą w tym czasie pojazdem. Często jednak brak reakcji na przesłane pismo nie skutkował żadnymi konsekwencjami i dlatego tylko bardzo zdeterminowane służby decydowały się, aby w ogóle podejmować działania, zważywszy, że koszt dochodzenia należności mandatowych od obcokrajowców był niewspółmierny do osiąganych zysków.

Od jesieni 2013r. zmieniły się jednak przepisy w tej kwestii, a to za sprawą unijnej dyrektywy, która zobowiązała nasz kraj do utworzenia Krajowych Punktów Kontaktowych. Realizacja tego zadania ma bezpośredni związek z przyjętym przez rząd projektem nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym autorstwa resortu transportu. Nowela ma wprowadzić w życie unijną dyrektywę z 25 października 2011 r. w sprawie ułatwień w zakresie transgranicznej wymiany informacji dotyczących przestępstw lub wykroczeń związanych z bezpieczeństwem ruchu drogowego (tzw. dyrektywa „cross border enforcement”).

Wymiana informacji będzie odbywała się w systemie teleinformatycznym za pośrednictwem europejskiego systemu EUCARIS. Krajowe Punkty Kontaktowe będą umiejscowione przy Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK). Ta z kolei znajduje się pod zarządem ministerstwa spraw wewnętrznych. Nowo utworzone punkty zajmują się automatyczną wymianą danych z państwami należącymi do Unii Europejskiej. To właśnie tam będą spływać zapytania o numery rejestracyjne pojazdów, którymi popełniono wykroczenie. System działa w dwie strony. Uprawnione w naszym kraju służby (policja, straż gminna, Inspekcja Transportu Drogowego, Służba Celna i Straż Graniczna) będą mogły również występować z takimi zapytaniami do krajów członkowskich. Kraje, które na razie nie wprowadziły dyrektywy Unijnej w życie to Dania, Irlandia i  tradycyjnie Wielka Brytania. W tych krajach sytuacja będzie wyglądała tak jak dotychczas, tzn. wystawienie i egzekwowanie mandatu będzie możliwe, ale jedynie przy dużej determinacji ścigających.

W związku ze zmianami Ministerstwo Spraw Wewnętrznych musiało ponieść koszty instalacji urządzeń pozwalających na gromadzenie i wymianę odpowiednich danych. Miały one kosztować ok. 3 mln zł. Inwestycja ma jednak szansę szybko się zwrócić, ponieważ obliczono, że Polska będzie zarabiać na zagranicznych kierowcach nawet 7-8 mln zł rocznie. Wyliczono to na podstawie zdjęć z fotoradarów, które obecnie są odrzucane ze względu na zagraniczne tablice. Miesięcznie na fotoradary łapie się prawie 20 tysięcy takich kierowców. Ponad połowa z nich to obywatele UE.

Może się tak zdarzyć, że mimo wszystko po otrzymaniu mandatu zza granicy postanowimy go nie płacić. Co wtedy? Ustawa dokładnie nie reguluje tej kwestii, ale policja w kraju, gdzie przekroczyliśmy przepisy może wystąpić o skazanie kierowcy. Po uzyskaniu wyroku będzie on prawomocny także w Polsce i na tej podstawie może dojść do egzekucji. Oczywiście przy założeniu, że nie będziemy się bronić, ale wówczas nie należy pozostawiać mandatu bez odpowiedzi i należy bronić swoich praw w odpowiednim postępowaniu. Jeżeli jednak nie zrobimy nic, lub przegramy proces, to wystarczy, że właściwy organ państwa członkowskiego Unii Europejskiej, na którego terytorium popełniono wykroczenie, wystąpi do polskiego sądu o wykonanie mandatu lub prawomocnego wyroku. Może się też zdarzyć, że podczas kolejnej wizyty w kraju, gdzie ostatnio popełniliśmy wykroczenie, zostaniemy zatrzymani do kontroli. Wtedy z pewnością miejscowe służby mają możliwość upomnieć się o zaległe przewinienia.

Powyższe ustalenia dotyczą zarejestrowania wykroczenia przez urządzenie rejestrujące, takie jak np. fotoradar, lub kamera miejska, ale czym innym jest przyłapanie przez zagraniczną policję na tzw. gorącym uczynku, które może mieć różne konsekwencje w zależności od lokalnych przepisów. Trzeba się jednak nastawić na to, że w przypadku, gdy jesteśmy w danym Państwie jedynie przejazdem lub na krótkim pobycie wakacyjnym, to otrzymamy mandat karny gotówkowy, tj. taki, za który będziemy musieli zapłacić na miejscu. Dla przykładu w Austrii lub Belgii można dokonać płatności kartą kredytową. W Niemczech również płacimy na miejscu, ale możemy zostawić coś w depozyt (np. nawigację samochodową jeżeli jest wystarczająco cenna). Czesi bezwzględnie wymagają zapłaty gotówką. W Chorwacji karę można zapłacić na miejscu lub w ciągu 8 dni. Musimy się jednak liczyć, że do czasu uregulowania policja zatrzyma nam paszport lub inny dokument tożsamości. W Portugalii mogą zatrzymać nie tylko dokumenty, ale także samochód. Dodatkowo trzeba dodać, że mandaty wystawiane za granicą, zwłaszcza na zachód i południe od naszych granic bywają wielokrotnie wyższe, niż te otrzymywane w Polsce. Na szczęście punkty zebrane za wykroczenia popełnione za granicą nie wpływają na punkty karne zgromadzone w Polsce. Jednakże jeżeli w danym kraju np. jednym czynem, przekroczymy limit dostępnych punktów, miejscowa policja może nam zatrzymać prawo jazdy lub wystawić czasowy zakaz poruszania się samochodem po danym kraju.

Najlepiej oczywiście przestrzegać obowiązujących przepisów drogowych, dla bezpieczeństwa zarówno własnej osoby, przewożonych pasażerów, jak i swojego portfela, jednakże gdy już zdarzy się otrzymać jakieś pismo od zagranicznych organów porządkowych, to polecamy skontaktować się z naszą kancelarią, a wtedy z pewnością otrzymacie Państwo profesjonalną pomoc odnoszącą się bezpośrednio do indywidualnego przypadku.

Krzysztof Kołyga

prawnik

Więcej

Wielu wierzycieli, aby zdyscyplinować swoich dłużników w regulowaniu płatności, dokonuje wpisu ich zobowiązań do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej S.A. (dalej zwanego: KRD). Oczywiście powyższe dotyczy jedynie wierzycieli mających zawarte odpowiednie umowy z KRD o udostępnianiu informacji gospodarczych, a takich podmiotów na rynku jest coraz więcej. Wpis do KRD może mieć bowiem poważne konsekwencje biznesowe, gdyż przyszli potencjalni kontrahenci, uzyskawszy informacje o zobowiązaniach danego podmiotu gospodarczego względem wierzycieli, mogą nie być skłonni do  zawierania z nim umów, a także do podejmowania jakichkolwiek innych stosunków gospodarczych.

Skąd wynika uprawnienie wierzyciela do wpisu danego dłużnika do KRD?  Podstawę prawną w tym zakresie stanowią przepisy ustawy z dnia 9 kwietnia 2010 r. o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych (Dz.U. 2010 nr 81 poz. 530) – zwanej dalej Ustawą. Na przesłanki konieczne do wpisu do rejestru dłużnika będącego przedsiębiorcą wskazuje art. 15 ust. 1 Ustawy:  „Wierzyciel może przekazać do biura (KRD – dop. red.) informacje gospodarcze o zobowiązaniu dłużnika niebędącego konsumentem (czyli przedsiębiorcy – dop. red.) wyłącznie wówczas, gdy są spełnione łącznie następujące warunki: 1) zobowiązanie powstało w związku z określonym stosunkiem prawnym, w szczególności z tytułu umowy związanej z wykonywaniem działalności gospodarczej; 2) łączna kwota wymagalnych zobowiązań dłużnika niebędącego konsumentem wobec wierzyciela wynosi co najmniej 500 złotych oraz są one wymagalne od co najmniej 60 dni; 3) upłynął co najmniej miesiąc od wysłania przez wierzyciela listem poleconym albo doręczenia dłużnikowi niebędącemu konsumentem do rąk własnych, na adres do doręczeń wskazany przez dłużnika niebędącego konsumentem, a jeżeli nie wskazał takiego adresu – na adres siedziby dłużnika lub miejsca wykonywania działalności gospodarczej, wezwania do zapłaty, zawierającego ostrzeżenie o zamiarze przekazania danych do biura, z podaniem firmy i adresu siedziby tego biura.Kwestią, na którą warto zwrócić uwagę, jest to iż do KRD mogą zostać wpisani także dłużnicy, których zobowiązania są przedawnione. Przedawnienie bowiem nie powoduje wygaśnięcia długu, a jedynie daje prawo dłużnikowi do odmowy jego spłaty wierzycielowi. Ponadto istotne jest także to, że wierzytelność danego wierzyciela, którą ma on względem dłużnika, nie musi zostać stwierdzona orzeczeniem sądu.

Co w przypadku gdy nasz dług został już spłacony, a mimo to nadal widniejemy w KRD albo gdy nieuczciwy wierzyciel zamieści wpis o długu, który nie istnieje, albo wreszcie – co jest najczęstszym przypadkiem – gdy wierzyciel wpisze do KRD wierzytelność sporną, której zapłatę kwestionujemy?   Już na wstępie należy wskazać, że na podstawie art. 29 Ustawy wierzyciel zobowiązany jest niezwłocznie, a nie później niż w terminie 14 dni od powzięcia informacji o  spłacie długu, albo o jego nieistnieniu, do wystąpienia do KRD z żądaniem usunięcia informacji o tym zobowiązaniu i dłużniku. Analogicznie sytuacja przedstawia się, gdy dłużnik wnioskuje do wierzyciela o usunięcie nieprawdziwych czy nieaktualnych informacji (art. 30 Ustawy). Sankcje dla opieszałego lub nieuczciwego (zgłaszającego nieprawdziwe informacje) wierzyciela mogą być wyjątkowo bolesne. Na podstawie art. 47 i art. 48 ust. 1 Ustawy, może zostać on ukarany grzywną nawet do 30 tysięcy złotych.

Jakie więc rozwiązanie proponujemy dla przedsiębiorcy, który bezpodstawnie został wpisany do KRD albo widnieje w rejestrze nadal pomimo spłaty swojego zobowiązania? W takim przypadku wskazane byłoby wezwanie nieuczciwego czy też opieszałego wierzyciela do niezwłocznego wystąpienia do KRD z żądaniem usunięcia wpisu pod rygorem zgłoszenia sprawy odpowiednim organom ścigania.  Ponadto przedsiębiorca, którego dobre imię czy reputacja zostały naruszone w wyniku bezpodstawnego wpisu albo poprzez nieusunięcie go z KRD niezwłocznie po spłacie zobowiązania, może dochodzić ochrony swoich dóbr osobistych na drodze cywilnej na podstawie art. 24 par. 1 Kodeksu Cywilnego z dnia 23 kwietnia 1964 r. (Dz.U. Nr 16 poz. 93 ze zm.). W szczególności przedsiębiorca, którego dobro osobiste zostało zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania (czyli usunięcia wpisu), chyba że nie jest ono bezprawne (do momentu spłaty długu, wpis w KRD po spełnieniu przesłanek przytaczanych wyżej w artykule nie jest bezprawny). W razie dokonanego naruszenia dóbr osobistych, przedsiębiorca może żądać od nieuczciwego lub opieszałego wierzyciela dopełnienia czynności potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia, w szczególności złożenia stosownego oświadczenia. Na zasadach przewidzianych w Kodeksie Cywilnym możliwe jest również żądanie zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy na wskazany cel społeczny. Par. 2 niniejszego artykułu kodeksowego daje natomiast możliwość dochodzenia odpowiedniego odszkodowania przez poszkodowanego bezprawnym wpisem w KRD. Jednakże w sytuacji, gdy chcemy otrzymać odszkodowanie z powyższego tytułu, konieczne staje się wykazanie wysokości szkody. Nie to sprawa łatwa, ponieważ problem w oszacowaniu szkody pojawia się niezwykle często w takich sytuacjach. Jak bowiem wykazać, iż nie udało się nam podpisać intratnego kontraktu z danym partnerem biznesowym z powodu widnienia naszej firmy w KRD? No i jak udowodnić wysokość ewentualnych utraconych z powodu niezawarcia umowy umowy korzyści?

Natomiast gdy wierzyciel wpisze do KRD wierzytelność sporną, której wysokość lub istnienie kwestionujemy, wtedy zalecane byłoby w pierwszej kolejności wystąpienie do sądu z powództwem o ustalenie nieistnienia zobowiązania na podstawie art. 189 Kodeksu Postępowania Cywilnego z dnia 17 listopada 1964 r. (Dz.U. Nr 43, poz. 296 ze zm.). Po uzyskaniu korzystnego dla nas wyroku, możemy wystąpić do nieuczciwego wierzyciela  z pismem, w którym żądamy usunięcia wpisu. W przypadku niezastosowania się wierzyciela do naszego wezwania, należałoby zastosować procedurę analogiczną do wskazywanej w poprzednim paragrafie.

Podsumowując główne tezy niniejszego artykułu, warto wskazać, iż nie jesteśmy bezbronni w przypadku, gdy nieuczciwy czy opieszały wierzyciel wpisze nas do KRD (także w przypadku wierzytelności spornej) albo nie usunie tego wpisu niezwłocznie po uregulowaniu długu. Zawsze możemy bowiem wystąpić przeciwko takiej osobie na drogę karną lub cywilną, a potencjalne dolegliwości prawne z tytułu bezprawnego zachowania tego podmiotu mogą być dla niego bardzo bolesne, szczególnie od strony finansowej.

Romuald Kędzierski

Więcej

Kancelaria Koksztys zatrudnia największą liczbę prawników wśród kancelarii spoza Warszawy. Jednocześnie jest największym pracodawcą wśród firm prawniczych w Polsce.

W ogłoszonym wczoraj wieczorem 12. Rankingu Kancelarii Prawniczych 2014 według „Rzeczpospolitej” Kancelaria Prawa Gospodarczego Koksztys zajęła 6. miejsce. Żadna firma poza stolicą nie zatrudnia tak ogromnej rzeszy prawników. Jednocześnie Koksztys zatrudnia najwięcej pracowników ogółem w Polsce wśród firm prawniczych. We wrocławskiej siedzibie oraz w pięciu oddziałach: w Warszawie, Szczecinie, Poznaniu, Krakowie i Katowicach pracuje 350 osób w tym 84 prawników, z czego 35 to adwokaci i radcy prawni.

W 12. już rankingu „Rzeczpospolitej” uczestniczyła rekordowa liczba kancelarii – 274. Największe firmy prawnicze sklasyfikowane zostały w dwóch zestawieniach: według liczby adwokatów i radców oraz według liczby prawników ogółem.

Marek Biernacki, minister sprawiedliwości, podkreślał podczas wczorajszej uroczystości w siedzibie redakcji „Rzeczpospolitej”, że dzięki coraz większej liczbie prawników poprawia się dostępność do pomocy prawnej.

– Dzięki ich pracy coraz szersza się staje sfera wolności obywateli i obrony ich praw – mówił minister sprawiedliwości Biernacki. Dodał, że ministerstwo zabiega o to, by dostępność pomocy prawnej dla obywateli była jeszcze większa.

Koksztys, wychodząc naprzeciw deklaracjom ministra, opracowuje właśnie tani pakiet usług dla osób prywatnych. Pakiet, pod robocza nazwą „Dla Rodziny”, będzie kosztował zaledwie kilkanaście złotych. W jego zakres wejdą wszelkie usługi prawne z jakimi ma do czynienia statystyczny Kowalski.

Podobna usługa, skierowana do właścicieli małych firm, realizowana jest przez kancelarię już od roku pod nazwą „Pakiet 99”. Jak sama nazwa wskazuje – pełen zakres usług prawnych kosztuje przedsiębiorcę 99 złotych miesięcznie. W ramach Pakietu 99 przygotowywane są również dla klientów raporty z giełd wierzytelności i biur informacji gospodarczej.

O Grupie Koksztys

Od ponad 20 lat Grupa Koksztys specjalizuje się w obsłudze prawnej i windykacyjnej podmiotów sektora MŚP. Tworzymy zespół 350 osób. Zatrudniamy radców prawnych i adwokatów z wiedzą i doświadczeniem w rozwiązywaniu problemów, z którymi na co dzień zmagają się przedsiębiorcy.

Koksztys S.A. działa na terenie całej Polski dzięki sieci oddziałów. Prowadzimy sprawy dla naszych klientów również na rynkach zagranicznych np. na Litwie, Ukrainie, w Czechach, Niemczech, Wielkiej Brytanii.

Należymy do największych i najszybciej rozwijających się firm prawniczych w Polsce, co potwierdzają wysokie pozycje w rankingach Kancelarii Prawnych „Rzeczpospolitej” i „Gazety Prawnej”.

ranking-Koksztys

Więcej

Kancelaria Koksztys objęła patronatem merytorycznym cykl spotkań Meeting with innovation – Budoskop – warsztat profesjonalisty.

Tematem najbliższej prelekcji w dniu 10 kwietnia w Katowicach będzie: Rola projektanta i architekta w procesie budowlanym, a prawa autorskie do projektu – wybrane zagadnienia prawne.

ZAPRASZAMY

zaproszenie_meeting_with_innovation

Więcej

Kalendarium

Rok 2018

Rok 2017

Rok 2016

Rok 2015

Rok 2014

Rok 2013

Rok 2012